NASZA HISTORIA DAWNA, DAWNIEJSZA I NAJDAWNIEJSZA - CZĘŚĆ I
Wśród różnego rodzaju świadectw historii rodziny, w wersji papierowej zapisanych, a zalegających na półkach, w szufladach i innych miejscach szaf i bibliotek w naszym domu, znalazły się następujące rzeczy, które podzieliłam na kilka grup. Oto one:
1. Mapy, przewodniki , czasopisma i inne wydawnictwa książkowe.
2. Dyplomy, medale, legitymacje, dokumenty uznania i klka wydawnictw o charakterze religijnym.
3. Świadectwa szkolne, prace plastyczne oraz kilka starej daty fotografii.
Część I.
Na zdjęciu kikanaście numerów "Liskowianina" z lat 2005 - 2011, Słownik polsko - angielski, wydany w 1950 roku, 2 stare katechizmy, "Przewodnik po Gdańsku", kalendarz dziadka Adama z 1939 roku i stare wydawnictwo książkowe pt. " Za wolność i lud".
Kalendarz z notatkami.
"Przewodnik po Gdańsku" prawdopodobnie z lat 30-tych, ciekawy i pełen reklam. Także ciekawych.
Katechizmy z lat 1932 i 1950. Różna forma i wydawnictwo, tekst taki sam. Przeglądając owe katechizmy przypomniał mi się horror uczenia się tych tekstów na pamięć, gdy miałam 8 lat. Ale co w głowie zostało, to zostało. Nawet to, że anioły nie mają skrzydeł ani różowych, ani niebieskich, ba, wcale skrzydeł nie mają, bo są duchami. Było to stałe, podchwytliwe pytanie księdza P. K.
Mapa regionu? powiatu? prowincji? kaliskiej, wykonana ręcznie, czarnym chyba tuszem, bardzo starannie i dokładnie, w języku niemieckim. Daty brak.
Plany miast niestety bez dat - wyglądają na wczesne lata 50 - te.
Poniżej perełka - plan Oslo. Też bez daty, za to bardzo ładny, solidnie wykonany i wydany. Jako dodatek mamy słownik norwesko - niemiecki, więc jedno z drugim w jakiś sposób jest powiązane. Prawdopodobnie z czasów II wojny.
No i nasza- jakże znana- wszystkim bliska mapa Polski.
Kolejna perełka - dość dziwna mapa, wydana przez Polski Związek Motocyklowy w latach 50-tych.
W najgorszym stanie jest niemiecka mapa, ręcznie rysowana. Wykonana na kiepskiej jakości papierze, podklejona czymś w rodzaju cienkiej ceraty, z upływem czasu została nadgryziona jego zębem oraz pleśnią. Winien temu jest chyba klej, którym potraktowano ową ceratę.
Pozostałe wydawnictwa kartograficzne są w dobrym stanie, z wyjątkiem okładek, co widać na załączonych zdjęciach.
Ciąg dalszy historii rodziny przedstawię w kolejnym wpisie.















Komentarze
Prześlij komentarz